Autorstwa Mariusza Szczygła. Artykuł jest ok. Co mnie jednak bardzo zaskoczyło były ostatnie zdania i replika M.Szcz. na jakieś zarzuty. Ten artykuł to jest właściwie statystyka podana w bardzo atrakcyjnej formie czytelniczej. Statystyka czytelnictwa jest dla Czechów bardzo korzystna. Nie rozumiem jaki związek ma to z inną statystyką (a dokładniej ze wzkaźnikiem ksenofobii). Ja, osobiście, związku nie widzę. Ale to jest temat na całkiem inną polemikę.
Wracając do artykułu, muszę przyznać, że Mariusz Szczygieł tę statystykę podał pięknie na tacy. Czesi, jak zauważyłam, mają naprawdę – tak według mnie – wyjątkowy stosunek do książek. Powiedziałabym, że fizyczny.
Pracowałam kiedyś z Czeszką, która spośród wszystkich mebli w swoim mieszkaniu najbardziej dumna była z biblioteki. Tę bibliotekę zrobił jej stolarz według jej własnego projektu. A ona była tak szczęśliwa, że postanowiła mi oraz paru innym znajomym tę bibliotekę pokazać. No więc szliśmy tam wszyscy (tj. ja, Polka, – sztuk 1 i Czesi – sztuk ok. 8 ) jak na imprezę (ja miałam chyba nawet butelkę Żubrówki). No i pokazała nam. A mnie zamurowało, przyznam. Stałam tam, gapiłam się i nie wiedziałam, co powiedzieć. To jest, ta biblioteka nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Nie mogła, bo a) nie był to antyk, b) nie był to żaden designerski kąsek. Także jako mebel nie wywarła na mnie wrażenia. Zaczęłam więc przeglądać zawartość. Bo myślałam, że może ma tam jakiś wzacny księgozbiór, białe kruki, jakby powiedziała moja ciotka (polonistka). Ale to też nie. Miała tam, owszem, kolekcję powieści Terry Prachetta i jakieś inne fantazy. Więc wtedy zrozumiałam, że chodzi właśnie o to, co widzę, że mnie wzrok nie myli i że to właśnie jest największym skarbem tej dziewczyny. I pomyślałam jeszcze, że to jest w swej prostocie piękne. A powiedziałam: “Máš to hezky, Deni, fakt!”
Tak się składa, że też się teraz przeprowadzamy. Więc ja wymyśliłam, że to jest okazja, żeby skatalogować wszystkie książki, więc zrobiłam sobie bazę danych. I teraz zanim spakuję jakąkolwiek książkę, to zapiszę do bazy jej notę bibliograficzną. Autor, tytuł, wydawnictwo, rok wydania, język, rodzaj (lit. piękna, naukowa itp.), podrodzaj (powieść, reportaż, dziedzina nauki itp.) i numer pudełka do którego pakuję tę książkę. Po prostu wszystko. Zawzięłam się! Mam skatalagowanych 418 pozycji, w dziesięciu dużych pudłach. A to jeszcze nie wszystko.
Mój pomysł był taki, że przewieziemy te wszystkie pudła do nowego domu i tak tam będziemy żyć do czasu aż uskładamy kasę na bibliotekę (co może trwać nawet pół roku, bo teraz mam inne wydatki). A mój mąż powiedział, że to jest chyba jakiś polski żart. A ja powiedziałam, że nie, że ja tak na poważnie myślę. A on, że nie pozwoli, aby książki leżały w tych pudełkach. A ja, że będzie im tam na pewno lepiej i wygodniej niż, gdyby na nich osiadał kurz. I jeszcze to powiedziałam, że przecież są skatalogowane (tego to już w ogóle nie pojął), więc nie będzie problemu ze znalezieniem.
A on popatrzył na mnie, jak na jakąś obcą cywilizację, która przed chwilą wylądowała na Ziemi i ma wrogie zamiary, chociaż twierdzi, że przybywa z misją pokojową. I powiedział, że on chciałby mieć przynajmniej jakąś podręczną biblioteczkę tymczasową. A ja pomyślałam, że szkoda pary, ale powiedziałam, że ok. Oni mają naprawdę bardzo fizyczny stosunek do książek, Czesi.
Także artykuł jest, według mnie, ok. Nie jestem w stanie pojąć tej dygresji w dwóch ostatnich akapitach (czy od teraz we wszystkich artykułach np. o czytelnictwie, o pochówkach apod. musi być wzmianka o czeskiej ksenofobii?), ale nic to. Nie wydaje mi się, żeby “niepisanie o czymś” było tożsame z “ukrywaniem prawdy”, bo to był chyba taki zarzut. Wydaje mi się, że Mariusz Szczygieł jest przykładem bardzo wysokiej kultury dziennikarskiej. A to się zdarza rzadko. Ja uwielbiam jego styl, bo on się czasem myli. A to jest bardzo ważne, że się tego nie wstydzi i że “se nie gra na eksperta” (niestety, nie wiem jak przełożyć na polski ten piękny czeski zwrot “hrát si na někoho/něco”, więc poszłam po całości).
Dlatego chciałabym, aby on mógł pisać o tym, co chce i tak, jak on chce. A nie o tym, co się od niego oczekuje.