Nieustannie pada od wczoraj, więc wspominam na bardzo gorący dzień w Budapeszcie. Dzień, w którym padały rekordy gorąca na Węgrzech. W Budapeszcie było 34 a w Szolnoku nawet 38. Widzielismy później w telewizji prognozę pogody a mój mąż powiedział: “zobacz, oni mają tam pogodę nawet dla Słowacji”. A ja odpowiedziałam, że “mają pogodę na wszystko, co utracili”. I oboje stwierdziliśmy, że jest nam przykro, bo ich lubimy, Węgrów.
No ale wcześniej spędziliśmy dzień w Budapeszcie. W słońcu, w spiekocie. Najchłodniej było chyba w Galerii Narodowej, bo tam mieli klimę. Kupiłam nam bilety “na wszystko”. Dokładnie tak powiedziałam, tzn. powiedziałam “mindenre” a było to chyba poprawnie. Co do mojego węgierskiego, to jeszcze nie jest na takim poziomie jakbym chciała, więc parafrazując de Sade’a motywuję się do dalszej nauki ‘encore un effort si vous voulez…‘ .
Lubię Budapeszt, bo to jest miasto, które niczego nie udaje. Trochę jak Warszawa. Przede wszystkim Budapeszt wydaje się być dla Budapesztan (w odróżnieniu na przykład od Pragi, która nie jest dla Prażan, ale dla turystów) a to mi bardzo imponuje. Poza tym, w tym mieście widać od razu, czy pieniądze są, czy ich nie ma i nikt nie próbuje ukryć faktu, że ich nie ma. I to też mi bardzo imponuje, bo to jest szczere.
A kiedy już nas bolały nogi, to ja zaproponowałam, żebyśmy poszli do jakiegoś pubu, albo baru. A mój mąż spytał: “Kalousku, naprawdę?”. Nazywa mnie Kalouskiem na cześć czeskiego ministra finansów, bo podobno trzymam domowy budżet twardą ręką a lekką ręką redukuję wydatki, więc według mojego męża jestem taka jak Kalousek. Więc ja odpowiedziałam, że naprawdę i że może zamówić to, co chce, więc on zamówił piwo.
Siedzieliśmy nazewnątrz i upał już trochę zelżał. A mój mąż powiedział, że czuje się jak w Paryżu a ponieważ nie wiedziałam, czy powiedział to pod wpływem upału, czy piwa, więc palnęłam, że oni ten Budapeszt stawiali na wzór Paryża, bo to akurat wiedziałam od Evy, Węgierki. Siedzieliśmy w V. dzielnicy. Było fajnie, czas leciał, upał słabł. My też.





bardzo ładna hrabalowa fraza:)
Dziekuje, czasami tak wyjdzie, chociaz nigdy bym sie sama nie porownala do – moim zdaniem – Mistrza. Jako bohemistce moge sie zwierzyc, ze sposrod wszystkich (znanych mi) pisarzy czeskich, najbardziej podoba mi sie styl Hrabala (co – zawsze gdy to mowie- wywoluje pewna konsternacje w moich czeskich znajomych).